Internet
Stało się. Religia web 2.0 zdobyła nowego wyznawcę.
,,Co-creation, decentralization, emergent systems, network effect, remixability" - to moje nowe
credo przy tworzeniu stron internetowych. Mimo, że sam termin web 2.0 jest dosyć mglisty i
,,nieuporządkowany", ochoczo zabrałem się za modernizacje własnego serwisu daimos.info Planuje wymienić html na portal php, wykorzystując do
tego Mambo, albo PHP-nuke (który CMS, jest lepszy?). Dam użytkownikom prawo do współtworzenia
serwisu, przez możliwość pisania recenzji i opisów postaci, streszczeń odcinków, wstawiania plików
graficznych i multimedialnych, a cały download wywalę w cholerę na megaupload. Mam nadzieje, że mi
się uda.
Prawdę mówiąc dziwie się, że prpg.pl - polityczna gra
internetowa, którą współtworzyłem, jeszcze się nie przerzuciła na wyżej wymienianie
rozwiązania.
Aktualnie tamtejsi admini narzekają na brak newsmanów. W czym problem by newsmensami zrobić
wszystkich graczy? Wtedy PRPG mogłoby się pokusić o przekształcenie siebie w nieamatorski serwis
dziennikarski z felietonami i opiniami nie tylko opisującymi rzeczywistość wirtualną, ale także tą
zza oknem.
Stosując się do prawideł web 2.0 chciałbym wykonać kilka projektów. Pierwszy to ,,MultiEuropa"
platforma zrzeszająca graczy multiplayer gier Paradoxu (twórców Europy Universalis, oraz II Wojny
Światowej), prosty portalik, z powiadomieniami na gg i kanałem rss, w którym każdy może dać
ogłoszenie, że szuka partnerów do gry, albo do jakiejś gry dołączyć. Coś a'la idziemy.net, tylko że w bardzo zawężonej dziedzinie i w
wirtualu.
Drugi pomysł, jest już bardziej skomplikowany, bo chodzi o grę internetową na silniku Valheru. Po
niezbędnej modyfikacji kodu źródłowego, gracz stał by się rzymskim gladiatorem zmuszonym do
toczenia walk z innymi graczami.
W międzyczasie może zafundować sobie trening w celu poprawy umiejętności, czy nowy rynsztunek. Za
każdą walkę dostaje kilka punktów doświadczenia, które potem się przekładają na następny poziom.
Takie popłuczyny, bo AveCaesarze (projekcie przeglądarkowej gry RPG, w który mocno byłem
zaangażowany).
Muzyka
Ze Zbigniewem Hołdysem, można się nie zgadzać, można powiedzieć, że ma głupie poglądy na narkotyki,
alkohol i politykę.<.br>
Lecz znajomości muzyki nie sposób mu odmówić. Kilka tygodni temu, w jednym swoim felietonie na
interii.pl polecał wszystkim zespół Imogen Heap. Posłuchałem, ściągnąłem i... się zakochałem.
Cudowny głos wokalistki (narazie nie znam jej imienia), cudowna muzyka, cudowne teksty. Piosenka
,,Godnight and go" - totalne arcydzieło.
Radio
Wspominałem o tym, że chciałbym być radiowcem. Ba, nawet nagrałem próbki swojego głosu:
Bob Marley
Arctic Monkeys
i dochodzę do wniosku, że polska internetowa scena radiowa, to albo radia typu techn.: ,,hłup, łup,
łup, bum, bum, bum. Hej laski, hej meny! Umcy, umcy, umcy...", albo popłuczyny po Radiu Zet i RMF,
grające do znudzenia ,,przebój" Boba Sinclaira ,,Love generation". Zero ambicji! Zero ciekawych
audycji. Zero osobowości.
Ale ciągle szukam. Humanistycznego, ciekawego radia dla intelektualistów, ze szczyptą polityki, z
garścią dobrych piosenek i z posadą czekającą na mnie ;) Przydałoby się coś takiego w polskim
Internecie, oj przydało.
Z chwilą wyboru Romana Giertycha na stanowisko ministra
edukacji, w całym kraju wybuchły protesty przeciw niemu. W dużej
mierze inspirowane przez koła liberalne, lewicowe, oraz młodzież o
anarchistycznych poglądach. To fakt. I faktem też było to, że
początkowo większą sympatią darzyłem jego niż młodzików z dredami
na głowie nie potrafiących wyartykułować żadnej alternatywy wobec
nowopowołanego ministra. Szanowna samozwańcza Inicjatywo Uczniowska
od sloganów ,,Giertych won", ,,Giertych gej z tych", czy ,,Giertych
musi odejść" - lepiej w polskich szkołach nie będzie.
Poza tym dodając, rodzice nauczyli mnie, że ocenia się ludzi po
wykonanej pracy, a nie po zamiarach a te w większości wymyślili i
przypisali Giertychowi jego antagoniści.
Pamiętacie jak na początku maja, media wzniosły lament nad tym, że
Giertych zdjął unijną flagę z Ministerstwa Edukacji Narodowej?
Koniec końców, okazało się, że tak zrobiły inne instytucje
państwowe z racji obchodów 3 maja – przypominam, polskiego
święta narodowego. Dzisiaj, unijna flaga wisi na ministerialnym
maszcie jak wisiała wcześniej, mimo to dziennikarze zdążyli
postraszyć większość narodu, wizją odradzającej się Endecji oraz
dumnie podnoszącego łeb nacjonalizmu.
Mija drugi miesiąc urzędowania Romana Giertycha a wraz z nim moja
sympatia wobec niego.
Te dwa miesiące pokazały, że Roman Giertych nie ma żadnej
koncepcji naprawy polskiego szkolnictwa. Najlepiej można to
zobrazować, ukazując perypetie wokół Wychowania Patriotycznego. Na
początku Wychowanie Patriotyczne miało być jednogodzinnym nowym
przedmiotem na planie lekcyjnym, kiedy okazało się że trzeba będzie
napisać i wydrukować setki tysięcy nowych podręczników, oraz
przeszkolić tysiące nauczycieli, MEN wycofał się z tego pomysłu.
Ale będąc w Lublinie Giertych zapowiedział rozdzielenie godzin
Historii, na Historię Powszechną, oraz Historie Polski - na tych
zajęciach miałyby być realizowane poszczególne punkty Wychowania
Patriotycznego, oraz likwidowanego WOS-u. Nagle okazało się, że
lekcji historii jest za mało, więc trzeba je było dodać, kosztem
W-F, lecz wtedy zaprotestowali lekarze, bolejący nad stanem zdrowia
polskiej młodzieży. Wicepremier się przed krytyką ugiął i nie
zwiększył wymiaru lekcji historii w szkole, mimo to godzinę W-F
zlikwidował. W zamian proponując dwie godziny zajęć sportowych,
które mogą być obowiązkowe (a znając lizusostwo polskich
dyrektorów, wobec swoich pracowników - będą). Czyli tygodniowy
wymiar zajęć lekcyjnych oscylujący koło 35 godzin, się rozsypie,
jak w mordę strzelił.... Uff niekończąca się opowieść.
To tylko pokazuje, że bajkowe pomysły nowego ministra edukacji,
takie jak Wychowanie Patriotyczne, darmowe podręczniki, podwyżki
nauczycielskie w zderzeniu z szarą rzeczywistością i stale napiętym
budżetem, nigdy nie wyjdą poza strefę marzeń.
Dlaczego, więc jesteśmy nimi stale katowani? Powód jest stary, jak
stary jest świat. Polityk, żeby istnieć potrzebuje szumu, a media
jako narzędzie przekazu wspaniale się do tego nadają. Giertych wie,
że nie ma co liczyć na zdobycie elektoratu wśród liberalnej części
społeczeństwa, ale ma szanse walczyć o niego z PiS-em i Samoobroną.
I do tej grupy Polaków, skierowane są jego księżycowe plany. Lecz
cierpimy przez nie wszyscy.
,,Polityka jest drugim najstarszym zawodem świata. Dochodzę do
wniosku, że bardzo podobnym do pierwszego."
- trudno nie przyznać tutaj racji wielkiemu Ronaldowi
Reaganowi.
PS. Młodzież strajkująca przed MEN-em w słynnej nielegalnej
demonstracji rozpędzonej przez policję, na tekturkach wymalowała
sobie hasło brzmiące tak: ,,Giertych do wora, a wór do
jeziora".
Gdyby wicepremier miał odrobinę cieńszą skórę, z powodzeniem mógłby
podać ich do sądu, za groźbę karalną, albo za podżeganie do
morderstwa. Zakładam, że anarchistycznym młodzikom nie chodziło o
zrobienie analogii do brutalnego morderstwa ks. Popiełuszki, bo do
tego trzeba mieć komórki w mózgu, a nie promile we krwi, mimo to
pamiętam jak we Wrocławiu paradujący geje i lesbijki skarżyli się,
że ich przeciwnicy skandują ,,Pedały do gazu", ba nawet poszli z tą
skargą do sądu. I tu i tu mamy podobne zamiary, ale inne reakcje.
Może czas by anarchiści, aby zadośćuczynić sobie pragnieniu
męczeństwa, poczęli krzyczeć ,,Roman do gazu!"? Gwarantuje, reakcja
rządu będzie wtedy ostra.
Przeglądam sobie ,,Dziennik" sprzed kilku dni i się
zdenerwowałem. Brzmi jak dowcip abstrakcyjny? Być może, choć nie
było to celowe.
Na n-tej stronie wcześniej wspomnianej gazety, znajduje się malutka
informacja o tym, że kolejny kraj po Norwegii wprowadza parytet
płci w zarządach firm.
Tak, tak mowa o Hiszpanii. Abstrahując zupełnie od tego, że jest to
idiotyzm, godzący w święte prawo własności (za które gotów byłbym
zabić), to na dodatek sprawia, że kobiety w świetle prawa - stają
się jednostkami upośledzonymi, którym to sankcje karne mają pomagać
w awansie zawodowym, coś a'la murzyni na amerykańskich
uniwersytetach. Premier Zapatero, zasłynął między innymi
wprowadzeniem małżeństw gejowskich z prawem do adopcji na terenie
Hiszpanii, wycofaniem ocen z Religii na cenzurkach uczniowskich,
próbą częściowego zrównania względem prawa małpy człekokształtnej z
człowiekiem (widocznie lewica liczy na nowych wyborców), ingerencją
w zasady monarchicznej sukcesji (równouprawnienie), poparciem dla
antydemokratycznych lewicowych przywódców w Ameryce Południowej (w
imię demokracji), oraz dalszym rozbiciem Półwyspu Iberyjskiego na
małe autonomiczne regiony. I jak gdyby nic do tej długiej listy
idiotyzmów Zapatero, no może prócz wywalenia ocen z Religii, muszę
dopisać wprowadzenie parytetów płci.
Zastanawia mnie tylko jedno, czy iberyjski wariant równości tak
promowany przez feministyczne środowiska, będzie wybiórczy czy
całościowy?
Bo jeśli feministki i feminiści pokroju Zapatero, wybiorą drugą
ewentualność, to totalne równouprawnienie w absolutnie każdej
dziedzinie życia może się okazać bronią obusieczną. Już widzę te
pisuary w damskich toaletach, międzypłciowe olimpiady, kobiety w
zawodzie górnika, hutnika, elektryka, czy drwala (parytet to
parytet), obowiązkową służbę wojskową, by w razie wojny stan armii
w 40% składał się z przedstawicielek płci pięknej, ale czy wtedy
Hiszpania wygrałaby jakąś wojnę?
Jednak znając życie, feministki pozostaną hipokrytkami - ,,babrać
się w błocie w imię równości? Zostawmy to mężczyznom" po czym rzucą
się tylko i wyłącznie na dobrze opłacane stanowiska w firmach.
Współczuje tym kilku tysiącom facetów, którzy zostaną wywaleni za
zbity pysk z pracy, nie dlatego że źle pracują, a dlatego, że
sikają na stojąco.
Aha i pamiętajcie damom zawsze się ustępuje
PS. Zapatero robi wszystko by w Hiszpanii znalazł się drugi
Franco
-
Tak, wygląda moja rzymska tunika. Cudeńko, chociaż specyficzny
zapach lnu (coś a'la pokarm dla rybek), jak i jego spora
chropowatość skutecznie psuje mi przyjemność parodowania w rzymskim
wdzianku. Teraz tylko zrobić kolczugę, oraz buty, kupić hełm i łuk
- no i łucznik auxiliarny jak żywy. No właśnie, buty. Dzisiaj od
godziny 11, do godziny 17 jak głupi ciąłem skórę w warsztacie
Proantici (grupy odtwarzającej rzymskie realia) w celu sprawienia
sobie rzymskich sandałków. Udało nam się wyciąć podeszwy (każda
caliga ma mieć ich docelowo trzy warstwy), oraz sporządzić dokładny
wykres przedstawiający zewnętrzną część sanadałka. Teraz tylko go
wyciąć, zaszyć, podeszwy skleić butaprenem i już mogę iść... na
Pielgrzymkę :D (głupi żart :P). Jutro niestety znowu idę do
kieratu, tym razem o 10.
http://www.pronet.lublin.pl/~erwin/tomek.wav - tu znajduje się moja
próbka głosu do radia. Ufff! I'm so tired.
Sprawiłem sobie wczoraj mikrofon USB (Media-tech USB MICROPHONE
MT385), z myślą o prowadzeniu audycji radiowych, ale zgodnie z
prawem Murphy'ego g... z tego wyszło. Mam Windows XP SP2, kartę
dźwiękową firmy C - Media, wraz ze sterownikami do niej. Z chwilą
kiedy instaluje sterowniki do mikrofonu, słuchawki przestają
działać - i mimo że z mikrofonem jest wszystko w porządku nie mogę
odsłuchać tego co nagrałem. Kiedy je odinstaluje, i zainstaluje
standardowe sterowniki do karty dźwiękowej - nie mogę słuchać mp3,
a jedynie dźwięki systemowe. Co mam robić? Pomóżcie. PS. Nigdy nie
pozwólcie by Windows wyszukiwał za was sterowników. (Wujek dobra
rada radzi)
Przeczytałem
,,Ostatnią kohortę" Waldemara Łysiaka.
Czy wiecie, że ,,Ostatnią kohortę"
wydano w listopadzie 2005 roku i do jego końca udało się wydawcy
sprzedać ponad 50 000 egzemplarzy tej książki? (Podaje dane, za
rankingiem ,,Rzeczpospolitej")
50 000 egzemplarzy powieści polskiego pisarza rozeszły się w dwa
miesiące!
Ale to i tak nic, przy ponad 100 000 sprzedanych egzemplarzy
,,Rzeczpospolitej kłamców: Salon" tego samego autora. Wiedzieliście
o tym? Media cały czas alarmują, że z czytelnictwem jest u nas
coraz gorzej - a tutaj proszę, Waldemar Łysiak wciągu jednego roku
sprzedaje ponad 150 000 swoich książek. Może jeszcze nie jesteśmy
aż takimi antyintelektualistami jak nas przedstawiają.
Obie książki Pana Łysiaka przeczytałem, ale zrecenzuję tylko jedną.
Tą najmniej kontrowersyjną. Mamy więc V wiek naszej ery, Imperium
Rzymskie chyli się ku upadkowi. Dawne granice, dumnie rozciągające
się nad Renem i Dunajem, już dawno zostały przekroczone przez
tysiące barbarzyńców. Cesarz Rzymski włada nieudolnie resztką
Imperium w postaci zepsutego Rzymu i pobliskich okolic. Na
nieszczęście plemiona barbarzyńców oblegają miasto. ,,Jest źle" -
cytując Marcipora, jednego z bohaterów ,,Ostatniej kohorty".
Jednak, jak zawsze jest nadzieja. Co prawda mała i śmieszna, lecz
niektórzy wierzą w to, że gdzieś na północ od Rzymu, gdzieś w
Barbaricum stacjonuje ,,Ostatni legion", cudem ocalały z pogromu.
Wyczekujący swojego dowódcy, z którym razem pociągną pod Rzym, by
po raz ostatni ocalić kolebkę Imperium... Grupką straceńców, cudem
wyrwanych z oblężonego miasta dowodzi trybun Fulwiusz Corvinus
,,Soter", wraz z nim podróżuje konsul Valerianus, jego żona
Terencja Sabina (w której zakochany jest Fulwiusz), przybrany syn
,,Sotera" Caius, będący za razem narratorem powieści, oraz
kilkudziesięciu żołnierzy.
No cóż tyle o fabule. Jak widzicie daje spore pole do popisu i
Łysiak pod tym kątem nie zawodzi. Kreuje świat upadłego Imperium, w
którym mieszają się wpływy chrześcijaństwa, pogaństwa, mitraizmu,
herezji ariańskiej, oraz specyficznej mentalności barbarzyńskiej.
Tutaj sojusze zmieniają się zatrważająco szybko, a honor nie zawsze
ma najwyższą cenę. Choć nie dla głównego bohatera, Fulwiusz
Corvinus jest archetypem rycerza średniowiecznego, wzorem cnót,
jakimś punktem odniesienia i kującą w oczy pamiątką świetności
Imperium. Jednym z tych półbogów, stąpających pośród zwykłych
śmiertelników. Na kartach ,,Ostatniej kohorty" znajduje się dużo
krwi i seksu, wielowymiarowych postaci, oraz nieoczekiwanych
zwrotów akcji. Idealny materiał na scenariusz filmowy - byleby
polska kinematografia nie zrobiła z Łysiakiem tego co z Sapkowskim
(nie bójcie się w ,,Ostatniej kohorcie" nie ma smoków, tym bardziej
zrobionych z tekstur). Osoba dosyć zachowawcza, spodziewająca się
wielkiej literatury po tej książce może się zawieść. To książka dla
mas, dla każdego, który chce posłuchać mitycznej opowieści.
Opowieść taka musi intrygować i musi być ciekawa. Chociaż, Łysiak
na łamach książki zadziwiająco wiele filozofuje, a z jego
przemyśleniami na temat honoru, pragmatyzmu, cynizmu, czy religii
nie do końca musimy się zgadzać, warto je poznać, bo gwarantuje, że
nie pokrywają się one ze stereotypami na temat autora, czy
doktrynami Kościoła. Reasumując. ,,Ostatnia kohorta" to dobra
książka dla osoby, która nie przejmuje się nieścisłościami
historycznymi, ilością przemocy i erotyzmu i chce poznać czasy w
jakich rodziła się średniowieczna Europa. Od lektury tej powieści
nie przybędzie wam bólu głowy, bo czyta ją się szybko i łatwo - co
akurat przy dwóch tomach (około 860 stron) jest zaletą. Polecam na
upalne dni i zimne noce, by przez chwile poczuć się członkiem
bohaterskiej wyprawy poszukującej ,,Ostatniego legionu".
Obejrzałem
,,Sin City - Miasto Grzechu"
Film troszkę mną wstrząsnął, nie tylko specyficznym sposobem
montażu i mnogością efektów specjalnych, lecz wszechobecną
brutalnością.
Nie oglądałem komiksów Franka Millera, które stały się kanwą pod
film Rodrigeza, więc nie miałem pojęcia o świecie jaki stworzył.
Pełnym przemocy, przekupnych glin, skompromitowanych autorytetów,
narkotyków i dziwek. Kinowa wersja ,,Sin City" to zlepek kilku
różnych komiksów Millera i trzy wyklarowane historie. Hartigana -
uczciwego policjanta, przechodzącego na emeryturę i ścigającego
brutalnego pedofila, którego wysoko postawiona rodzina chroni od
sprawiedliwości. Marva - bandyty, któremu zamordowano jedyną bliską
osobę w ,,Sin City". I Dwighta rycerskiego obrońcy kobiet ze
,,Starego miasta" (dzielnica prostytutek). Każdy z nich wydaje się
być ostatnim sprawiedliwym w Mieście Grzechu i każdy działa w
ramach specyficznie pojętego mesjanizmu, który ma pomścić własne
krzywdy i zniwelować zło. Film mocny, ale fantastycznie nakręcony
dzięki kamerom cyfrowym. Przypomina animowany komiks, z całą jego
przesadą i nierealnością (np. Hartigan zostaje postrzelony 8 razy i
przeżywa). Rodrigez reżyserując wzorował się na swoim przyjacielu
Tarantino (który nakręcił jeden epizod Sin City) i film nie jest
nakręcony chronologicznie, identycznie jak w kultowym ,,Pulp
fiction". Naprawdę warto zobaczyć.
Jeśli pytacie mnie o piractwo, to mam w tej sprawie poglądy
skrajnie lewicowe, które można streścić w taki sposób: ,,Kraść,
kraść, kraść - dopóki oryginały radykalnie nie stanieją." Dlatego
też byłem ostatnio z siebie dumny, bo kupiłem oryginalnego Baldur's
Gate II (koszt 10 zł w sklepie gram.pl) i mogę stwierdzić, że jeśli
w takiej cenie dostępne będą w Polsce multimedia, będę największym
zwolennikiem walki o prawa autorskie, ale ciągle nie są, więc póki
co nie wykasuje z dysku ani Bearshare, ani Bitcometa. Jako że w
tematyce piractwa powiedziano już niemal wszystko, a głos w tej
dyskusji zabierały i ,,kapitalistyczne pasibrzuchy", jak i
,,adwokaci równości społecznej", moje przemyślenia na pewno będą w
jakiejś części wtórne. Nie będę zaklinać rzeczywistości - piractwo
jest złe i jest to kradzież (dla RAZ-a kradzieżą jest nawet
korzystanie z biblioteki i pożyczanie książki), ale dostrzegam
różnicę między kopiowaniem plików na użytek własny, a kopiowaniem i
sprzedawaniem ich innym osobom - czyli nie mniej i nie więcej
zarabianiem kasy za nie swoją pracę. Wiem, że z piractwem należy
walczyć, ale nie przez stosowanie represji karnych, bo do więzienia
trafiłoby 50% polskiego społeczeństwa (a PiS pewnie lepiej
widziałby na ich miejscu zwolenników Platformy), ale przez
sukcesywne obniżanie kosztów płyt, gier, e-booków, czy programów.
To da się zrobić, w Ameryce za dolara możesz kupić najnowszą mp3. W
naszych realiach ta cena powinna maksymalnie wynieść złotówkę.
Niektórzy wydawcy rezygnują z tradycyjnego wydawania gier w
pudełkach z instrukcją i płytką DVD w środku, a za połowę ceny
pozwalają na ściągnięcie owego produktu ze swojej strony
internetowej, inni zapewniają kompleksową pomoc techniczną, zniżki
i piękne wydania (jak wspomniany wcześniej sklep gram.pl
CDProjektu). Da się, tylko zmieńmy mentalność producentów i
sprzedawców. To że cena oryginalnych multimediów tanieje,
popularyzują się łącza szerokopasmowe, a sprzedawcy traktują swoich
klientów z szacunkiem, jest zasługą piratów. Pamiętam jak w 1998
roku niespolonizowany Fallout 2 kosztował 199 zł, w 2000 roku
genialny Baldur's Gate II kosztował w dniu premiery 159 zł, dzisiaj
cena najnowszych i dopieszczonych gierek nie przekracza 99 zł. Tego
nie sprawiła konkurencja na linii sprzedawcy - inni sprzedawcy, ale
sprzedawcy - piraci. I choć wcale tych ludzi nie chce gloryfikować,
to mimo to cenie ich za upór w łamaniu prawa, bo dzięki temu mam
oryginalnego Baldur's Gate II za 10 zł. Ale przy okazji chciałbym
poruszyć inną kwestię, mianowicie mitów narosłych wokół
piractwa.
- Koncerny tracą przez piratów miliardy dolarów!
Są to dane wyolbrzymione i wykrzywione, bo kasa jaką rzekomo tracą
wielkie firmy przez proceder piractwa to zysk potencjalny. Czy
gdyby nie byłoby możliwości ściągania z sieci najnowszych danych,
to koncerny zarabiałyby więcej? I tak i nie, łamie się prawo nie ze
skąpstwa, ale z braku środków. (Co nie powinno usprawiedliwiać –
nie jestem orędownikiem sprawiedliwości społecznej) Nie sądzę by
wszyscy, którzy ściągnęli do tej pory Corela, w sytuacji w której
uniemożliwiono by im korzystanie z nieoryginalnej wersji, rzucili
się do sklepu po oryginał za 300 zł. To że ściągnięto 1000 mp3
Mandaryny, nie oznacza, że gdyby nie byłoby programów p2p,
sprzedano by je. (bo kto chciałby je kupić?)
- To kradzież, to kradzież!
Owszem, ale założeniach p2p okradany nie jest artysta (przynajmniej
jeśli używamy dokładnej definicji słowa ,,kradzież"), ale osoba, z
której dysku pobieramy odpowiedni plik. Wyobrażacie sobie sytuacje,
w której w przypadku kradzieży waszego samochodu marki Mercedes,
niemiecki koncern motoryzacyjny ściga złodzieja?
- To jest złe!
Oczywiście i wstydzę się tego, że pobieram przez Bearshare książki
Ospreya, ale nie stać mnie na wydatek rzędu 50 zł za anglojęzyczną
publikację liczącą 46 stron - gdyby nie byłoby programu p2p wcale
bym jej nie kupił. Niemniej specyfika programów p2p polega nie na
kradzieży, lecz kopiowaniu - rozmnażaniu danych multimediów.
Pomyślcie jak o wiele lepszy byłby świat, gdyby w rzeczywistości
dałoby się robić to co w wirtualu. Chcesz Mercedesa? To go sobie
skopiuj. Ja go mam i ty go masz. Chcesz moją biblioteczkę? Skopiuj
ją. Chcesz chleb? Raz ciach i już nie jesteś głodny. No dobra.
Wiem, wiem to utopia - ale jaka piękna.
PS. ,,Jerozolima. I wiek n.e. Pałac Poncjusza Piłata.
W wielkiej sali audiencyjnej na wysłuchanie swoich skarg czeka
trzech kupców żydowskich. Salomon, Piotr i Aaron. Czekają tu już od
godziny. Wreszcie prokurator Judei w otoczeniu 2 legionistów
zmierza do swojego pozłacanego tronu. Jest bardzo zmęczony i
wyczerpany, bliskowschodnie słońce doskwiera każdemu Rzymianinowi.
Czy to zemsta za okupacje? - zastanawiał się Piłat. - O wielki
prokuratorze! - Głos żydowskiego kupca, z premedytacją kaleczącego
łacinę wyrwała go z lekkiego otępienia. - Przybyliśmy tu na skargę.
- Racz mówić - Westchnął Poncjusz ocierając pot z czoła. -
Pochodzimy z nad jeziora Genezaret i tam prowadzimy legalną i
uczciwą działalność. Płacimy podatki, szanujemy rzymskiego
Cesarza... - No i? - Spytał zniecierpliwiony prokurator. - No i,
ostatnio nasze zyski zmalały. Grozi nam bankructwo, Panie! - A cóż
się stało? Czyżby szarańcza, pijani legioniści, zbóje z gór? - Nie!
Jezus. - Jezus - spytał. Przyglądając się uważnie przybyłym kupcom.
- To czarownik i mag. - W dodatku nieuczciwy - Wyrwał się
najmłodszy z handlarzy. - Wykarmił wielotysięczny tłum! Nie kupując
od nas ani ryb, ani chleba. Poncjusz zaczął się zastanawiać, czy
ogromna kula ognia schowana teraz zza horyzontem, ma zły wpływ
tylko na niego. - W jaki sposób? Przydałby nam się ktoś taki w
Rzymie. - Odparł z gorzkim uśmiechem niedowierzania. - Wziął pięć
bochenków chleba i dwie ryby, potem użył magii. Rach ciach i je...
rozmnożył. - A my nie mamy zysku, Panie. - Mówicie ,,rach ciach"?
Intrygujące. A czego ode mnie oczekujecie? - No jak to czego,
Panie? Zamknij tego złodzieja, oszusta, czarownika, który środków
nas pozbawił. - Zobaczymy co da się zrobić - Odpowiedział
Rzymianin, przy aprobacie petentów. Na szczęście Poncjusz zawsze
tak mówił, gdy chciał jak najszybciej znaleźć się w łaźni." Ku
poprawie humoru ;)
Nigdy nie miałem do czynienia z narkotykami, ani tymi lekkimi,
ani tymi twardymi. Jak narazie, wypaliłem może z trzy papierosy -
nie spodobało mi się to. Wciągu 17 lat życia wypiłem z 4 butelki
piwa i może z 2 kieliszki wódki. Do tej pory nie miałem bliższego
kontaktu z płcią przeciwną (a orientacje mam jedyną i słuszną). Nie
bywam w dyskotekach i nie chodzę na alkoholowe imprezy. Nie
majdurze się z kim popadnie. Nie przepuszczam pieniędzy na ciuchy,
ani na siłownie – po prostu je oszczędzam. Nie boję się ciężkiej
pracy. Mam hobby polegające na rekonstrukcji uzbrojenia rzymskiego.
Czytam książki, oraz gazety codzienne... I wiecie co? Wg naukowców
jestem nienormalny! ,,30% polskiej młodzieży miało już kontakt z
narkotykami" - grzmiała dzisiaj prezenterka porannych wiadomości na
Jedynce. Reszta pali, regularnie się upija (rzecz jasna do utraty
przytomności) i uprawia seks z kim popadnie - ,,Polska dzisiejsza
młodzież jest bardziej liberalna w sprawach seksu od pokolenia
hippisów z lat 70-tych" - alarmował przed rokiem ,,Newsweek".
Złapałem się za głowę, jestem w mniejszości. Moje poglądy na sferę
intymności, używek, czy rodziny są dla moich rówieśników puryzmem
(jeśli wiedzą co oznacza to słowo) do kwadratu. Normą stało się to,
co kilkanaście lat temu było najbrudniejszym rynsztokiem. Wyjścia
mam więc dwa: Primo: Zabunkrować się w swoim domu i
rozpocząć poszukiwania bratniej duszy podzielającej moje
zgorszenie. Secudno: Złożyć broń i dostosować się do
dzisiejszych czasów. Po czym wybrać się do sklepu, zakupić browarka
i spożyć go - tak jak to robi statystyczny polski nastolatek, pod
nieobecność rodziców. No cóż, pierwsza droga jest trudna i słuszna,
warto nią podążać. Ale wybaczcie w taki upalny dzień jak dzisiaj
abstynencja wychodzi mi bokiem... ;)
...się przedstawić. Płeć: Póki co męska, chociaż
działacze Kampanii Przeciw Homofobii dowodzą, że ją można zmieniać
nawet kilka razy w roku. Ale ja, nawet nie próbuje.
Orientacja ... w terenie dobra. Imię: Tomasz Zbigniew
(trzeciego nie mam, bo nie było bierzmowania) Nick: Erwin,
Kasjusz, Miragnot, La Gontares (do wyboru, do koloru) Wiek:
Licealny - 17 lat. Wygląd: Hybryda Brada Pitta, z Georgem
Clooneyem (gdyby zawarli związek partnerski, ja byłbym ich
adoptowanym dzieckiem ;)) Miasto: Lublin Poglądy:
Złe. Były nazista, były antyklerykał, były lewak, były antysemita,
były rasista, były euroentuzjasta i były demokrata. Aktualnie
konserwatywny - libertarianin (w sprawach gospodarczych), oraz
chrześcijanin - gnostyk. Czyta następujące gazety:
,,Dziennik", ,,Gazetę Polską", ,,Rzeczpospolitą", ,,Gazetę
Wyborczą" (aby się troszkę zdenerwować), ,,Niezbędnik Inteligenta
Polityki"... oraz to co znajdzie w wydaniach internetowych innych
gazet. Ulubioni pisarze: Cejrowski, Ziemkiewicz, Łysiak,
Orwell, Krawczuk, Graves... to Ci, którzy teraz przychodzą mi do
głowy Ulubione tytuły: ,,Ja Klaudiusz" Gravesa, ,,Viagra
Mać" Ziemkiewicza, ,,Rok 1984" Orwella, ,,Ostatnia kohorta"
Łysiaka. Aktualnie czyta: ,,Konkwistadorów" Lafaye i brnie,
przez ,,Pierścień Rybaka" Respaila. Słucha: Prezesa Jarka,
Comę, Franz Ferdinand, Arctic Monkeys, R.E.M, muzyki poważnej
(Wagner, Vivaldii, Mozart, Czajkowski) , Happysad, Vavamuffin.
Gra: od 3 lat w Europę Universalis II (zawsze będę jej
wierny), oraz w Baldur's Gate II Marzy o: Pracy w radiu
internetowym, rzekomo mam fajny głos. Idol: Poseł Gosiewski,
chciałbym być taki jak on ;)
Dzisiaj ,,Gazeta Wyborcza" odkryła, że nowy Wiceprezes TVP Rafał
Farfał, jako 16-latek publikował nie tylko w rasistowskim pisemku
,,Front", ale i w faszyzującym piśmie ,,Szczerbiec". Wow! Ciągle
jestem pod wrażeniem ,,polowania na czarownice" w wersji Agory,
nachodzą mnie jednak dwie wątpliwości. Pierwsza - to w jaki
sposób ,,Gazeta Wyborcza" ocenia poziom ,,faszyzacji" danego
czasopisma? Używa do tego linijki, wróżki, zdaje się na medium
redakcyjne, a może kieruje się prostą logiką? Brzmiącą: ,,Który nam
się nie podoba - to faszysta". Redakcja ,,Gazety Wyborczej",
doskonale wie, że bardzo trudno jest w Polsce obronić się przed
zarzutem faszyzmu i z lubością stosuje to słowo-pałkę wobec
przeciwników w debacie publicznej. Podobnie zresztą robi ,,Radio
Maryja" szafujące na lewo i prawo pojęciami: ,,Żyd", ,,mason", czy
,,liberał". Osoba napiętnowana takim słowem, musi potem udowadniać,
że nie jest wielbłądem, albo co gorsza homofobem! Druga
wątpliwość - Rafał Farfał afiszował się ze swoim rasizmem jako
16-latek, czyli gówniarz (cytując samego zainteresowanego),
człowiek nieukształtowany światopoglądowo, przechodzący przez
trudny okres dojrzewania. Dzisiaj jest 28-letnim prawnikiem z
Głogowa, którego dyskredytuje się artykułami, jakie napisał 12 lat
temu. Wielu z nas, będąc nastolatkami wygłosiło głupie poglądy,
nakreśliło idiotyczne zdania z którymi teraz absolutnie się nie
zgadzamy. Jedni zakładali komuny i palili ganję, drudzy golili
głowy i demolowali miasta po przegranym/wygranym meczu swojej
drużyny. Ja, w pierwszej klasie gimnazjum byłem antyklerykałem i
euroentuzjastą - idealnym przedstawicielem młodej lewicy. Na
szczęście wyrosłem z tego, lecz boję się, że za kilka lat, gdybym
chciał uprawiać aktywność polityczną, owe materiały mogą mnie
skompromitować. Niemniej, jestem pewny, że Rafał Farfał wstydzi się
tego co robił w młodości i wiem, że odrzucił rasistowskie i
nazistowskie poglądy. Dlaczego jestem o tym przekonany? Bo, czyż
stuprocentowy nazista może być podwładnym Żyda i byłego masona?
;)