Różowy pamiętniczek Erwina

Teraz ja! O Comie i Hipertrofii

Dwa tygodnie temu rozpętała się nam na łamach gaduła o najnowszym produkcie Comy, to jest płytce Hipertrofia. Różne takie internetowe mądrale, już w dniu premiery potrafiły ocenić czy to dobry czy to zły sztaff. A skoro się zadeklarowały to potem mogły napierdzielać o komercjalizacji polskiej sceny rockowej, wpisując zespół Roguckiego - wedle uznania - do nurtu pro/anty.

Te solowe popisy muzycznych salomonów odbywały się przy akompaniamencie chórku pod wezwaniem św. Fanatyka ,,patrona zacietrzewionych i szukających głębszego sensu/bezsensu w herbacie wznoszącej krzyk u sąsiada"..



Ja taki mądry nie jestem, to was z góry uprzedzam. Konwersatorium nie kończyłem, z rytmiki miałem ,,5", bo wszyscy mieli, a mojego wokalu można posłuchać kiedy z kolegami wracam o 3:00 z wojaży po lubelskich clubach. Ale my dupy a nie żadne Audiofiils.



No i mam problemy z reakcją. Tzn. szybką reakcją. Tak to już jest, że większość rzeczy robię wolno. Głupią kaczkę jem przez półtorej godziny, nieintencjonalnie wkurzając kelnerów. Książki czytam tygodniami przeglądając pewne zdania kilkadziesiąt razy, a w łazience spędzam więcej roboczogodzin niż niejedna niewiasta. ,,Hipertrofię" też musiałem n-razy przesłuchać, bo raz jest to w mojej naturze, a dwa szanuję chłopaków z Comy i nie pozwolę by coś tak nieokreślonego i zakłamanego jak ,,Pierwsze wrażenie" wysmażyło jakąkolwiek recenzję.



I teraz, wzbogacony barokowym prologiem, oświadczam, że ,,Hipertrofia" to płyta znakomita. Może nie tyle jest to powrót do krystalicznych źródeł ,,Pierwszego wyjścia z mroku", ile muzyczna prawidłowa ewolucja. Dodam, wielokierunkowa. Bo prócz utworów w trybie ,,starejdobrejcomy", Roguc swinguje w ,,Emigracji", później rapuje w ,,Zero Siedem Wojna". (nie traktować tego dosłownie!) Nie zmieniając ogólnego klimatu CD-eka, zaklętego w wyrażeniu ,,mocna sieka". Nie bierzemy jeńców. Ostra gitara, basik w konnekcji z potężnym wokalem Piotrka (tym razem obyło się mikrą ilością elektronicznych wspomagaczy - poznanych przy okazji drugiego dysku). Teksty; ciekawe, poetyckie, mniej hermetyczne niż te zawarte ZSWAŚZ. Absolutny patetyzm zmieszany z prostackim humorem. Na szczęście w dobrych proporcjach. Nie wywołujących czkawki, albo wzdęcia. No i ta energia. Ta zaszyfrowana w mocnych dźwiękach i pozornie dziwnych słowach, dziecięca radość życia.



Czy to muzyczna grafomania, jak chcą niektórzy? Być może. Nie stawiam siebie na piedestale arbitra elegancji, ewentualnie pogromcy komercji. Jestem człowiekiem, który odbiera muzykę zmysłami bez bagażu biografii wykonawców, sztywnego gorsetu gatunkowego i w tym przypadku ograniczając chłodny racjonalizm do minimum. . Jedyne zastrzeżenie jakie mam do ,,Hipertrofii" wyrasta z kompozycji płyty. Rozumiem, że w założeniach jest to opowieść, audiobook, zamknięta całość - czemu służą trans-songowe wstawki. Jakaś historia życia. Okej, ale czy w czasach totalnego rozczłonkowania płyt, za co odpowiedzialne są odtwarzacze mp3, słuchawki przyklejone do komórek, rankingi last.fm - sznyty jakie nadali swojemu dziecku chłopaki z Comy, nie są donkiszoterią?



Donkiszoterią, skierowaną do... ,,jednorożców współczesnej epoki, w kościele ze złudzeń rozpadającym się w pył?"



Aha, didaskalia: ,,Jak dojdę do władzy, każdy kto głosował na Audiofeels dostanie samochód, a kto nie - wpierdol."

Kategorie: Recenzje
Tagi: coma hipertrofia recenzja donkiszoteria ZSWAŚZ Roguc Piotr Rogucki
30 listopada 2008, 00:30:28
Trackback

Komentarze

Hipertrofia Comy

Jako, że Erwin podzielił się swym wywodem nt. nowej płyty Comy ja napiszę krótko i treściwie.

misiekf'blog (link do komentarza) 30 listopada 2008, 01:51:53

De gustibus est non desputandum.
IMO raczej hiperkupa. Dobrze się zapowiadały pierwsze 2 płyty, jak posłuchałem trzeciego albumu, Coma odleciała w niepamięć. Może kiedyś wróci, choć wątpię.

Slavo (link do komentarza) 30 listopada 2008, 11:20:28

zamiast tego zdania:
Jestem człowiekiem, który odbiera muzykę zmysłami bez bagażu biografii wykonawców, sztywnego gorsetu gatunkowego i w tym przypadku ograniczając chłodny racjonalizm do minimum. .

winieneś wpisać:
Nie znam się na muzyce i jest to jedyny powód, dla którego jestem w stanie przesłuchać tę płytę nie strojąc sobie z niej żartów.

Bo gdybyś się znał, zauważyłbyś, że to kolejna woda po kisielu po tym pseudo-rocku z lat '90. Mierne teksty, żałosne granie po funkcjach harmonicznych (riffy zżynane z późnego grunge'u), kretyńska otoczka (tytuły piosenek). Coma, Ptaky i tym podobne gówna za 10 lat (może już za pięć?) będą pojawiały się na festiwalu w Opolu w towarzystwie Dody i Lady Pank ku uciesze ludzi po 40-tce.

Prawdziwy donkiszoteryzm to dla mnie pisanie takich recenzji - nie znam się, ale napiszę.

12.23 (link do komentarza) 30 listopada 2008, 11:26:31

Ja całej płyty nie przesłuchałem, i samą Comę znam raptem z ich bardziej znanych kilku utworów (nigdy mnie jakoś wcześniej nie ciągnęła do siebie).

I powiem szczerze że to co do tej pory przesłuchałem mi się po prostu podoba. I na tyle mi się spodobała bym zainteresował się reszta jej dyskografii.

sl3dziu (link do komentarza) 30 listopada 2008, 13:14:46

Jak słuchałem po raz pierwszy, to miałem mieszane uczucia.
Ale od 2 i < płyta uchodzi dla mnie za jedną z najciekawszych w ostatnich 10 latach w Polsce, rzecz niestety jasna.

reod (link do komentarza) 30 listopada 2008, 16:57:36

Wkurwia mnie podejście do muzyki, według którego każdy się na niej zna. Jak pójdziesz do opery i ci się spodoba/nie spodoba, to stwierdzisz od razu, że genialne/chłam? Może wypadałoby poznać jeszcze parę(naście? dziesiąt?) innych oper, żeby mieć się do czego odnieść?
Ale nie - na muzyce zna się każdy.

Tom (link do komentarza) 16 lutego 2009, 15:08:00

Z przykrością muszę napisać, że każda kolejna płyta COMY jest gorsza od poprzedniej. Tak totalnego regresu jeszcze nie widziałem. "Hipertrofia" to szczyt złego smaku, grafomanii i samouwielbienia.
Co do COMY na żywo - wszytsko jest OK, puki Roguc nie zacznie opowiadać jakiś pierdół (typu "a jak teraz chcecie, na miękko, czy na twardo" - vide Rotunda), które nie żenują chyba tylko najbardziej hardcorowych fanów zespołu.
Chłopaki nie mają w ogóle dystansu do siebie - to naprawdę BARDZO widać.

Zenek (link do komentarza) 17 grudnia 2009, 01:21:32

Dodaj komentarz